- Weź swojego

robota... Urwała w połowie zdania, a jej twarz przybrała dziwny, pełen napięcia wyraz. Skywalker zmarszczył brwi, starając się ze wszystkich sił dociec, co jest nie w porządku... Nagle dziewczyna zatrzasnęła walizeczkę i podniosła ją z ziemi. - Biegiem! - krzyknęła, wskazując kierunek przeciwny do tego, w którym stały roztrzaskane pojazdy. Tą samą ręką, w której trzymała blaster, podniosła płaską kasetkę i wsunęła ją pod pachę. - Obydwaj pod drzewa: biegiem! W jej głosie zabrzmiał jakiś dziwny ton rozkazu czy nalegania, który kazał Luke'owi wykonać jej polecenie bez słowa. W ciągu kilku sekund Skywalker i Artoo znaleźli się pod osłoną najbliższych drzew. - Dalej - rzuciła ostro. - No, szybko! Poniewczasie przyszło Luke'owi do głowy, że może to wszystko to tylko jakiś makabryczny żart: może Mara po prostu chciała mu strzelić w plecy, by móc potem twierdzić, iż próbował uciekać.

Menu