Przez kilka minut

zajmowała się w milczeniu płaską kasetką, majstrując coś przy maleńkiej klawiaturze i obserwując z napięciem coś, czego Luke nie widział ze swego miejsca. Od czasu do czasu zerkała na niego, najwyraźniej po to, by się upewnić, że siedzi spokojnie. Skywalker czekał. Nagle Mara mruknęła z zadowoleniem. - Trzy dni - oznajmiła, zamykając walizeczkę. - Co: trzy dni? - zainteresował się Jedi. - Trzy dni do krawędzi lasu - wyjaśniła, patrząc na niego niewidzącymi oczyma. - Do cywilizacji. No, w każdym razie do miasta Hyllyard, które jest najbardziej cywilizowa- nym miejscem w tej części planety. - A czy pójdziemy tam razem? - spytał cicho Luke. - Dobre pytanie - przyznała lodowatym tonem. - Czy znasz jakiś powód, dla którego miałabym sobie zawracać głowę i ciągnąć was obu ze sobą? - Oczywiście - stwierdził Skywalker, wskazując głową w bok.

Menu